niedziela, 18 listopada 2012

Wonderful time in Chicago - windy city

02.11.2012r. - (piatek) start




Nie mam słów aby opisac, jak dobrze czułam sie w tym mieście. I chociaż pogoda nie jest tam tak samo piękna jak w colorado, to wciąż mogę zaliczyc ten weekend do jednego z najlepszych w moim życiu. swoją podróż rozpoczęlam tym razem o 3.30 w nocy i tak jak poprzednim razem zostawilam samochód na parkingu, pojechałam autobusem na lotnisko i there we go! Zawsze mam to uczucie, ze nie znajdę bramki na lotnisku, mojego terminalu a mój samolot odleci wesoły i szczęśliwy beze mnie, co oczywiście jeszcze nigdy sie nie przytrafiło, bo lotniska są tak dobrze oznakowane, albo pełne pomocnych ludzi, ze nie ma opcji sie pogubić, wystarczy jednak opuścić dom trochę wcześniej coby miec zapas czasu i sie nie stresowac.

Wracając do tematu, początkowo plan był taki, ze pojadę do Chicago z Kate (Maryland) niestety sie nie udało, ale znalazłam inna koleżankę, która była chętna podrozowac ze mna, wiec zabookowalysmy pieknie hostel z dwuosobowym pokojem, ona dokupila swoj bilet lotniczy, wszystko bylo pieknie! az zgadnijcie co...tydzien przed wyjazdem napisala mi, ze jednak nie moze jechac, bo jej hosci zrobili pomylke i nie wracaja z hawaii w piatek, tylko w sobote a ona zeby przebukowac bilet musialaby wydac $150 wiec calkowicie rozumialam jej sytuacje, plus to nie byla jej wina. Tak czy inaczej zostalam z dylematem, leciec sama czy odwolac moj lot... Zostalam przy tym, zeby sprobowac swoich sil i bylam jak najbardziej gotowa na ta przygode! W Chicago mam rowniez znajomego z Francji ( au pair), ktorego rowniez, tak samo jak kolezanke z san francisco, poznalam na training school, i juz dawno temu mowil mi, zebym przyjezdzala, ze pokaze mi Chicago i ogolnie nie mam czym sie martwic, zapytal nawet swojego hosta czy moze miec weekend, w ktory przyjezdzam wolny. I tak tez sie stalo, moj francuski przyjaciel odebral mnie w piatek o 9.00 rano z lotniska w Chicago :). Nie wiedzialam, ze bedzie chcial az tak sie poswiecic, bo musial jechac na lotnisko okolo 40minut tramwajem, zaraz po tym jak zaprowadzil swoje host dzieci do szkoly. Po Chicago przemieszczalismy sie BLUE LINE, ktora obejmuje takie srodki transportu jak autobusy, tramwaje, pociagi, a za 3 dniowy bilet zaplacilam tylko 14$ i moglam jezdzic gdzie chce i ile tylko mi sie podoba. 
Z lotniska pojechalismy zostawic moje bagaze w hostelu, oczywiscie nie musialam sie meczyc i szukac tego hostelu jak nienormalna, gdyz moj obeznany kolega znal droge do wiekszosci miejsc w Chicago (jest w US tyle co ja, okolo 4 miesiecy). W hostelu zaplacilam za dwie osoby, co by miec moj dwuosobowy pokoj tylko dla siebie, bo nie wiem czy wiecie, ale w hostelach czasem rozni ludzie moga po prostu dolaczyc do waszego pokoju. Sa pokoje np. 10osobowe i jesli jest tam 8osobowa ekipa, 2osoby moga do tej ekipy dolaczyc, nawet jesli ludzie sie nie znaja. Tak tylko proboje wyjasnic, bo ja np o tym nie wiedzialam zanim przyjechalam do USA. Teraz juz znam roznice miedzy HOTELEM a HOSTELEM :).
Przyszlo co do czego a recepcjonista zaprowadzil mnie do czteroosobowego pokoju ( z czterema lozkami) i mialam go tylko dla siebie, placac za dwie osoby haha. Wiem, skomplikowane. 
Po zostawieniu rzeczy pojechalismy do centrum i tam sie zaczelo, te wszystkie przepiekne, ogromne budynki, cos niesamowitego! Mialam to szczescie, ze moj kolega zaplanowal mi praktycznie caly trip i wszystkie rzeczy, ktore powinnam zobaczyc. Ja mu tylko pokazalam liste, co slyszalam, ze jest warte odwiedzenia, a on rozplanowal to co do dnia. 



Pierwszym punktem, byla LAZIENKA. Tak, lazienka haha, w John Honcock center z o takim widokiem na miasto:




Sama nigdy w zyciu bym sie nie dowiedziala o tym miejscu, i nigdy bym tam nie zawitala.
Z "lazienki widokowej" ( o ktorej nie wiele osob wie ) wybralismy sie na spacer wzdluz jeziora Michingan, wprost do Navy Pier.








Tam zjedlismy szybki objad, i pojechalismy do domu kolegi, bo musial odebrac swoje host dzieci ze szkoly. On musial przepracowac kilka godzin, a ja w tym czasie wrocilam do swojego hostelu i zdrzemnelam sie po ciezkiej nocy (haha tak, od 3 rano na nogach). Wieczorem mielismy w planach pojsc z jego znajomymi do baru. Jego znajoma, rowniez jest z francji, ma 28lat i rok temu byla au pair ale wyszla za maz za swietnego faceta, po 4 miesiacach znajomosci. Poznalam ich obu i planuja teraz wyprowadzic sie do Europy, wiec uwiezcie mi, ich slub byl z milosci, nie dla 'green card'. Skonczylismy imprezowac okolo 1, wiec dosc wczesnie. Gdy wrocilam do hostelu, w kuchni bylo kilkoro ludzi, wiec gdy poszlam napelnic butelke woda oni zaczeli do mnie gadac i tak poznalam kilku innych ludzi z europy.

03.11.2012r (sobota) 

Nastepnego dnia pierwszym miejscem, ktore mielismy odwiedzic bylo Cloud Gate - slynna fasolka. Ale po drodze na stacje napotkalam polska restauracje! Oczywiscie musialam zrobic sobie z nia zdjecie :D :


Dalej idziemy, jedziemy, idziemy...



I jest! Przepiekna fasolkowata fasolka!



no i przedstawiam wam na zdjeciu kolege z Francji


Pozniej przeszlismy sie po okolicy, by porobic zdjecia z pieknym widokiem na downtown:


 titanic :D
 (just) keep calm !




Oraz z pieknym widokiem na milion toalet w dwoch rzedach haha :)

Na obiad mielismy spotkac sie z innymi znajomymi mojego francuskiego kolegi, w downtown, czekajac na nich wybralismy sie na zakupy. Ja kupilam sobie zwykly bialy sweterek w Hollister z malutkim znaczkiem i napisem CALIFORNIA, bo wciaz tesknie za San Francisco. Na obiad zjadlam jakies makarony, ktore byly dosc dobre, ale nie wygladaly najlepiej. 


Po obiedzie chcialam zobaczyc jeszcze raz Navy Pier, gdyz ostatnim razem nie poszlismy do miejsca z widokiem na downtown, tym razem widzialam to miejsce przed zmrokiem:

i po zmroku... <3

Po calym zwiedzaniu, zrobilo sie dosc pozno. Okolo 19.00 bylam znowu w hostelu i mialam okolo godziny, zeby przyszykowac sie na kolejna impreze. Najpierw poszlismy do mojego znajomego znajomej, ktora mieszka w apartamencie w DOWNTOWN, z o takim widokiem!!!!:


Nastepnie przenieslismy impreze do jednego z klubow, oczywiscie nie obylo sie bez przygod. Bedac przy bramce, nagle kobieta przy kasie chciala skasowac kazdego z nas po 20$ ! Tak, wejscie do klubu tamtej nocy bylo po 20$, a to nie malo. Bylo nas okolo 7 osob ale ja i jedna z dziewczyn pierwsze obrudzilysmy sie na piecie i powiedzialysmy, ze dziekujemy bardzo ale to troche za drogo, po czym jeden z ochroniarzy nas zgarnal i powiedzial ze wchodzimy za darmo ! hahaha, tak dzieki nam cala nasza ekipa mogla wejsc za free, nawet chlopak (moj znajomy), ktory byl z nami. W klubie tylko ja i jedna z dziewczyn chcialysmy tanczyc, wiec poszlysmy jak najblizej DJ i przetanczylysmy prawie cala impreze, a w tym czasie jeszcze ustawialy sie do nas kolejki okropnych facetow, ktorzy chcieli z nami zatanczyc haha. Niestety to nie byl ich dobry dzien, kazdy z nich uslyszal. NO, THANK YOU. Troche bylo mi dziwnie, bo jeden sie na mnie gapil z godzine, nie odwracajac wzroku, bylo to dosc przerazajace. Do tego inny podszedl i sie zapytal " when will be my turn?", nie wiedzialam co odpowiedziec zeby nie byc zbyt nie mila wiec powiedzialam poprostu 'not today :) ' haha. Z imprezy wrocilismy okolo 2/3 w nocy, bylam wykonczona, ale byl to typ pozytywnego zmeczenia, ktorego nigdy sie nie zaluje!
(rozmazawszy sie)


04.11.2012 (niedziela)

Ostatniego dnia mojego pobytu musialam wymeldowac sie z hostelu juz o godzinie 11.00, co bylo dla mnie zdecydowanie za wczesnie. Francuski kolega byl zobaczyc zawody gimnastyczne jednego z host dzieci, co trwalo do godziny 13.00, ja w tym czasie poszlam do kawiarni, ktora mialam naprzeciw mojego hostelu, wypilam kawke i zjadlam pysznego muffina na sniadanie. Pozniej poszlam do sklepu i kupilam jakies slodkosci dla kolegi, bo bylam mu na prawde wdzieczna za to, ze poswiecil mi tyle czasu! Poszlam po niego, zaplanowalismy moj ostatni dzien i w droge! Naszym ostatnim punktem bylo zobaczyc skydeck Willis tower. Oczywiscie kolejna przygoda - poprzedniego dnia, w sobote kupilismy na jakiejs stronie bilety, wydrukowalismy maile, ktore nam przyslali z potwierdzeniem i z takimi papierkami poszlismy na Willis Tower. Stojac w kilometrowej kolejce, nagle zanotowalismy napis na naszych kartkach " this email is not your ticket! " - SHIT. Nagle stres, ze bedziemy musieli placic za bilety jeszcze raz, bo stojac juz pol godziny w tej kolejce do biletow nie chcialoby sie nam juz rezygnowac. Nagle jakas babeczka wola ' WHOOO HAVE A TICKETS?! COME TO THESE LINEEE! " no to ja poszlam do niej i pokazuje tego maila, czy moze byc, a ona ze mamy isc do goscia obok :D I jak ten gosciu sprawdzal nam te bilety to nic z nich nie rozumial i powiedzial z wielkim usmiechem 'whatever, come in'. I tak uniknelismy godziny lub dwoch stania w kolejce po bilety :D Czulismy sie jak goscie VIP, bo nikt inny nie mial takich karteczek z niby biletami haha. A tutaj kilka zdjec jak bylo na 103 pietrze:







W budynku bylo tak dobre WiFi, ze moglam zadzwonic do mojego brata i rodzicow na skype i pokazalam im w kamerce to co ja moglam zobaczyc, cos niesamowitego!:


Po Willis Tower poszlismy na Michigan avenue bridge i ogolnie przeszlismy sie Michigan avenue:







I tak dzien sie skonczyl, a ja musialam wrocic do hostelu po moje bagaze i z nimi na lotnisko. Moj kolega pojechal ze mna, pomogl znalezc moj terminal, ale nie omal zasnal w drodze na lotnisko (40minut w tramwaju) czemu w ogole sie nie dziwie, bo po takim dniu tez prawie zasypialam na stojaco, tylko ze on musial wstac o 6 rano, a ja o 10.00. 
Opuszczajac Chicago plakalam w samolocie, bo tak bardzo nie chcialam opuszczac tego pieknego miejsca i tych wspanialych ludzi...



A teraz niestety musze konczyc ten dlugi post, bo niedlugo zamykaja starbucks! 
Pozdrowienia kochani :*


piątek, 16 listopada 2012

How was in San Francisco.

Mam juz male zaleglosci, bo w przeciagu ostatnich dwoch tygodni zdarzylam zwiedzic juz San Francisco i Chicago i pokochalam te miasta calym sercem! Pierwszy post zrobie natomiast tylko o San Francisco.

25.10.12r o godzinie 9.00 wyruszylam na lotnisko, aha, ale jeszcze zanim tam dotarlam napotkalam mala niespodzianke, mianowicie moj samochod wygladal o tak:

Moze niektorzy by mieli zalamke widzac to zjawisko ale ja sie zaczelam smiac i zdrapywac snieg z samochodu, coby nie spoznic sie na samolot. Po 20minutach walki z lodem na szybach i wszystkim innym wyruszylam na lotnisko. Najlepszym rozwiazaniem dla mnie bylo zostawic samochod na pobliskim parkingu, ktore nalezy do terenu lotniska i z ktorego mialam darmowy transport do mojego terminalu. Koszt zostawienia samochodu na dzien to 7$ co uwazam za super cene i nie musialam sie meczyc z blaganiem ludzi, zeby mnie podwiezli na lotnisko, bo nawet jesli oferujesz im pieniadze za to, nie jest latwo znalezc kogos kto bedzie robisz za szofera.

Do SFO dolecialam okolo 13.00 i z tamtejszego lotniska musialam jakos dotrzec do domu mojej kolezanki. Dala mi dokladna instrukcje, ktory transport i dokad wziac po kolei i najpierw jechalam blue line, pozniej Bartem, pozniej light-rail i na samym koncu musialam jeszcze wziac taksowke haha. Pogoda byla przepiekna, sloneczna a ja w swoim plaszczu, szaliku i kozakach (no coz, przyjechama z zasypanego Denver) musialam wygladac komicznie.


Gdy dotarlam do kolezanki domu obie nie moglysmy w to uwierzyc, ze znowu sie widzimy, cos niesamowitego, a nie wspomnialam jeszcze, ze poznalysmy sie na Training school w Nowym Jorku. Ona musiala jeszcze pracowac okolo 2h wiec ja siedzialam z nia, spedzalam milo czas, gadalysmy i wieczorem poszlysmy na obiad z jeszcze jedna jej kolezanka.


26.10.12r
W piatek plan byl juz troche bardziej napiety, postanowilysmy wynajac hostel w centrum San Francisco, coby wszedzie miec blizej i nie martwic sie o host rodzinke mojej kolezanki. Dolaczyly do nas dwie inne znajome i tak mialysmy komplet w naszym hostelowym pokoju - 4 dziewczyny, i zaden obcy czlowiek nie mogl do naszego pokoju juz dolaczyc haha, na szczescie.
W piatek za dnia pojechalysmy zobaczyc Chinatown

Lombard street




I wrocilysmy autobusem do domu, szykowac sie na halloween PIRATE PARTY, ktore odbylo sie na lodzi z II wojny swiatowej!!!! ( zdjecie ponizej)


A tutaj cztery piratki przed impreza:

Impreza byla swietna, za bilet placilam 30$ ale tak na prawde nikt nie sprawdzal biletow na lodzi wiec kazdy kto chcial mogl przyjsc na impreze za darmo, a bar z darmowym alkoholem i jedzeniem byl otwarty cala noc. Moglismy tez chodzic sobie po tej ogromnej lodzi i nikogo to nie interesowalo haha, i tak tez z kolezankami zrobilismy, malutka sesje zdjeciowa:


 Widok z lodzi na San Francisco


Impreza szybko sie skonczyla, okolo 1.00 w nocy wiec przenioslysmy sie na domowke do znajomych. Bylo dosc ciekawie, duzo ludzi, juz troche popitych haha ale nie zaprzecze, nie bylo zle! Mozna bylo nawet potanczyc w jednym z pokoi. Tego dnia tez pierwszy raz, nie wiem jakim cudem zatrzymalam taksowke haha, tak sobie skromnie reka raz machnelam i samochod sie zatrzymal, a moje kolezanki tam skakaly i wymachiwaly tymi rekoma i nic :D Ale bylam z siebie dumna, huh. HAhaha

27.10.12
W sobote pojechalysmy zobaczyc tylko Golden Gate Bridge, i szczescie mi dopisalo, bo nie bylo tego dnia ani jednej chmurki i most byl pieknie widoczny, bez mgly.



Wieczorem oczywiscie kolejna halloweenowa impreza! Tym razem mialysmy zamiar isc do klubu, ale za bardzo sie balam i nie chcialam ryzykowac, wiec wybralysmy sie na kolejna domowke, a ja bylam sobie tego dnia nauczycielka :D Kupilam w amerykanskim szmateksie czarna spodnice i w jakims tam sklepie rozowe okulary haha, nie wiem czy wygladalam na nauczycielke czy nie, ale jak na spontaniczny kostium, mi sie w sumie podobal :D



Hmm..tej imprezy moze nie bede komentowac, bo bylo na prawde szalenstwo Byl tam caly dom ludzi i ze smieszniejszych sytuacji jakie mi sie przydarzyly tej nocy, jakas dziewczyna w rozowej perulce gadala sobie z innymi ludzmi, az nagle przeszlam obok niej i zaczela krzyczec do wszystkich ze jestem przepiekna hahaha, ze mam piekne wlosy i usmiech, to bylo dziwne chyba bardziej dziwne niz smieszne, ale tacy wlasnie sa amerykanie, a szczegolnie pijani amerykanie. Co wiecej gralam w jakas gre, ze trzeba wrzucic pileczke do kubka przeciwnika i pozniej wypic co ma sie w kubku i kto pierwszy ten wygrywa haha. Nie wiem co jeszcze, jak juz mowilam, bylo szalenstwo.

28.10.12r 

W niedziele mialam swoj lot o godzine 20.45 wiec za dnia bylo jeszcze troche czasu zeby pozwiedzac, i z hostelu musialysmy sie wymeldowac o godzinie 10.00. Jak na mnie to za wczesnie po takiej nocy, ale jakims cudem dalam rade. Tego dnia z ogromnym bolem glowy poszlysmy zobaczyc painted ladies


oraz jedna kolezanka zabrala mnie na fisherman's worf






San Francisco jest niesamowite, jedyne czego zaluje z calej podrozy, to ze nie udalo mi sie zobaczyc Alcatraz, gdyz bilety byly wyprzedane a ja nie wiedzialam, ze musze kupic je z wyprzedzeniem na stronie internetowej, wiec nie zapomnijcie o tym jesli tam sie wybieracie ! Bo Alcatraz jest teraz pretekstem dla ktorego chce tam wrocic, ale wlasciwie to na prawde pokochalam San Francisco i to jest glowny powod, dla ktorego jeszcze tam zawitam. Na koniec jeszcze kilka zdjec tego przepieknego miasta! 













wtorek, 23 października 2012

Za dwa dni San Francisco! Wohooo!

Kilka faktow z zycia wzietych :)

1.Za 2 dni lece do Californi, San Francisco i mam juz zakupiony bilet na impreze...ale zgadnijcie gdzie ta impreza...NA STATKU! tak, na ogromnym statku bede sobie piratowac, bo motywem przewodnim beda PIRACI. Nie umiem opisac jak bardzo jestem tym podekscytowana! Az musialam podzielic sie tym na blogu :)). Po za tym z kolezanka z training school (Nazarena, do ktorej wlasnie lece) bedziemy sobie zwiedzac San Francisco. Mamy zamiar wyporzyczyc rowery i przejechac sie kawalek po golden gate bridge. W niedziele prawdopodobnie pojade sama na alcatraz...jakos nie rusza mnie fakt, ze bede tam sama, bo sama czy z kims ja musze to miejsce zobaczyc! Bede tam 4 dni, od czwartku do soboty, ale mysle, ze to wystarczajaco, zeby zobaczyc wszystkie najwazniejsze miejsca w San Francisco, oraz troche poimprezowac ;)

2. Halloween is coming! Dookola dynie, duchy, potwory, zywe trupy i ksiezniczki. Pewnie zadacie sobie pytanie co robia w tym wszystkim KSIEZNICZKI. No wiec Amerykanie uznali, ze halloween wcale nie oznacza przebieranie sie za cos strasznego, upiornego etc, ale przebieranie sie za cokolwiek, co dla mnie jest nonsensem. I tak tez w 'halloween store' mozna napotkac Arielke, Bell, Tiane, Pocahontas. Albo Obame.



3. Nie mam juz sily poznawac nowych Au Pair, wiem, ze to nie dobrze, ale przedstawianie calego swojego zycia kolejnej osobie zaczyna byc meczace. I tak duzo spotkan jest 'jednorazowych', wychodzi sie z jakas au pair na obiad i nagle kontakt sie urywa, i nie dlatego, ze rozmowa sie nie kleila czy cokolwiek, ale po prostu z niewyjasnionych przyczyn zadna ze stron nie ma ochoty sie odezwac. Mam kilka kolezanek, ktore sa takie najnormalnijsze, uzylam tego okreslenia celowo, bo wiele au pair nie jest normalnych, nie wiem co te dziewczyny tutaj robia, bo wg mnie tak samo siedziec w domu i bac sie wszystkiego moglyby w swoim kraju, a nie w ameryce. okej, przybyc tu jest ogromnym krokiem, ale pozniej trzeba tutaj jeszcze jakos sobie zycie zorganizowac, ale nie...wiecie co oznacza zaplanowac wyjazd z inna au pair do innego stanu? nie da sie- bo za drogo, bo za zimno, bo za daleko, bo trzeba porozmawiac z host rodzina o wolnym weekendzie, bo cholera, bo nie. Bez komentarza. Na szczescie znalazlam kilka towarzyszek podrozy i tak za tydzien jestem w San Francisco, za dwa tygodnie jestem w Chicago, za miesiac wybywam do Nowego Jorku a za dwa miesiace z host rodzinka na Floryde :) Brzmi wspaniale! Podroze! <3 Nie bede oszczedzac kasy na powrot, bo przeciez to jest moj rok i ja musze go w pelni wykorzystac, a nie martwic sie, co bedzie potem.

4. Chociaz jesli juz mowa o tym co POTEM...to moj plan ze studiowania w Niemczech troche przyslania plan studiow w Londynie...nie moge przestac o tym myslec, ani tez przestac przegladac stron w internecie na ten temat.

5. RELACJE Z HOST RODZINKA
Okej, zaczne od mojej 3 letniej podopiecznej. Czasami jej sie wymsknie i jest najslodszym dzieckiem na swiecie, nawet przez caly dzien, ale takie dni to niestety tylko czasami, bo w wiekszosci jest to maly diabelek. Bardzo czesto robi wszystkim na przekor, zeby zachecic ja do zrobienia czegos wystarczy powiedziec 'jestem pewna ze nie umiesz tego zrobic' i vualaaaa, zrobi wszystko zeby udowodnic jak to ona potrafi, ale ten sposob nie zawsze dziala. Czasem mamy wojny podczas mycia zebow, bo zaczyna latac ze szczoteczka po calym domu a mnie to nie bawi, bo tlumacze jej ,ze jak umyje ladnie zeby to bedzie miala milion czasu na zabawe ale nic nie dziala, wiec dzisiaj bylam zmuszona schowac jej ulubione zabawki - syrenki Arielki. I wtedy byl krzyk, placz i zgrzyt. A ja arielki dalej mam u siebie schowane w pokoju, powiedzialam jej, ze dostanie je spowrotem jak zacznie sluchac. Przyszle lub obecne Au Pair, badzcie w 100% konsekwentne w tym co mowicie, robicie, bo inaczej te maluchy wejda wam na glowe! Ale dziewczynka, jak juz ma te swoje slodkie momenty, to podchodzi do mnie, przytula mnie i np mowi, ze nigdy nie wroce do Polski bo ona mnie nie pusci, przeurocze jest tez jak mowi mi ' I love you', albo kazala przekazac moim rodzicom, ze juz nigdy nie wroce haha. Powiedzialam jej, ze naucze ja mowic po polsku i sama im to powie, i tym tez sposobem potrafi juz spiewac refren piosenki mulan 'musicie byc jak szalona rzeka', liczyc do 7 po polsku, wie co to kot, dom, duch, czarownica (te wszystkie wyrazy nawiazujace do halloween haha). Poprzednie au pair nauczyly ja uczyc po niemiecku do 20 i niektore niemieckie slowa, no wiec teraz wyobrazacie sobie 3 letnie dziecko, ktore liczy po angielsku do 100 (z lekka pomoca), po niemiecku do 20, po polsku do 7, chodzi na taniec, gimnastyke, 2 razy w tygodniu do szkoly, umie caly alfabet (jeszcze nie pisac ale praktykujemy) i ogolnie wg mnie dzieci w polsce maja wiecej takiego beztroskiego dziecinstwa niz dzieci tutaj. Przebywajac z 3 latka czasem mam wrazenie jakbym przebywala z 15 latka. Na prawde. Haha w ogole czasem w weekendy kiedy moge pospac dluzej, addison przychdozi do mojego pokoju i zaczyna cos gadac, a ostatnim razem weszla w stroju kapielowym jej mamy i zapytala czy ja chce zobaczyc jak robi bombla ze sliny hahaha. Jak na pierwsza rzecz, ktora zobaczylam po przebudzeniu ta sytuacja byla dosc smieszna.


Moje relacje z host mom sa w miare dobre, nie narzekam. Jedyna rzecz, o ktorej przed przyjazdem nie wiedzialam jest to, ze hostka jest pedantka. Tak, wszystko musi blyszczec, ale juz nie raz mi powiedziala, ze wykonuje swietna robote i ze uwielbia wracac do domu i widziec dom w takim stanie w jakim ja go zostawiam, bo wyglada super. Raz tylko mialam przykra sytuacje, prawda jest taka ze naszym obowiazkiem jako au pair nie jest wynoszenie smieci, ale hostka upomniala mnie raz o tym w takiej formie 'ze byloby to na prawde pomocne gdybym wyniosla czasem worek ze smieciami jak jest pelny', to upomnienie zrobila tylko do mnie, pomimo tego ze host juz byl dawno w domu i rownie dobrze on mogl to zrobic. Od tamtego czasu juz nie licze na hosta i sama to robie, chociaz nie powinnam. Ale tak ogolnie to wszystko gra, czasem wychodze z nia na zakupy w ciagu dnia jak mnie zapyta, na poczatku jak tu przyjechalam pomogla mi sie zaklimatyzowac w 100%, zawsze mi mowi, ze jak chce porzyczyc jakies cieplejsze ciuchy jak kurtki czy zimowe buty to mam brac bez problemu, bo po co mam kupywac cos co zaloze tylko kilka razy. Teraz rowniez na zblizajace halloween sama zaproponowala mi kilka jej czarnych sukienek (bo przebieram sie za czarownice), wiec jest baaardzo pomocna. Moja hostka bardzo lubi chodzic na silownie i teraz uwaga..codziennie wstaje o 4:30 rano i biega godzine na biezni, SERIO. Jezu, nigdy w zyciu bym sie nie przemogla, zeby wstac tak rano i jeszcze spiac biegac. Nie ma mowy. Ale ogolnie to rowniez lubie czasem potrenowac i rozne rodzaje sportow jak koszykowka, siatkowka, wiec moja hostka zaproponowala mi zebysmy razem wziely udzial w 'thanks giving trail' czyli jakis tam maraton (okolo 3mil). Mozemy w tym maratonie maszerowac, biec, albo sie czolgac haha, obojetnie, byle by dotrzec do mety. Na urodziny hostki kupilam jej bukiet kwiatow i kartke, ktore zostawilam na stole w kuchni okolo 1 w nocy, bo wiedzialam ze ona wychodzi o 5rano oraz do tego zrobilam taka smieszna karte z moim zdjeciem z hostka i z napisem 'golden card for extra babysitting on whatever night you pick', niby perfekcyjny prezent ale hostka nie wyrazila jakiegos entuzjazmu...no coz, mowila mi wczesniej, ze nie lubi swietowac swoich urodzin, wiec moze to dlatego. Podsumowujac, mila kobieta ale czasem ciezka do rozgryzienia.



Host dad jest na prawde super czlowiekiem! Moge pogadac z nim o wszystkim i nigdy nie robi problemow o byle co, moge zadac mu kazde pytanie i nie czuje sie jakos zle pytajac o cokolwiek, a tego komfortu nie czuje czasem w stosunku do hostki, musze chyba sie zastanowic z milion razy zanim sformuuje prawidlowo pytanie, ktore chce jej zadac. Host pomaga mi we wszystkim zwiazanym z dojazdami do danych miejsc, z elektronika (AHA, i dal mi iPhona <skacze z radosci>). Radzi mi tez czasem jak podejsc do hostki, zeby nasze relacje byly dobre, mowi mi ze ona lubi byc pytana, czy mozna jej w czyms pomoc etc, bo sama nie zawsze powie jesli czegos potrzebuje. Jedyny problem z hostem jest taki, ze jakbym miala pracowac 100godzin w tygodniu to by je wszystkie wykorzystal. Rozumiem, to jest moja praca i mi za to placi, ale ostatnio pracowalam od wtorku do niedzieli 55h i w sobote zapytalam czy juz te 10h w niedziele bedzie jako extra, a on mnie poinformowal ze nie, bo w niedziele sie zaczyna nowy tydzien. Tak, tu w Ameryce wszystkie kalendarze sie zaczynaja od niedzieli i to jest wlasnie pierwszy dzien tygodnia, co mnie troche zalamalo bo nie mialam o tym zielonego pojecia. Przezylam tamten tydzien i juz za 2dni wybywam sobie do San Francisco i tam odpoczne...albo i nie odpoczne, bo jak nie zwiedzanie to imprezy, ale odpoczne chociaz od host rodzinki haha. Nie wiem co jeszcze moge powiedziec o hoscie, to tak ze zawsze placi jak gdzies idziemy na obiad, albo kupuje mi co chce do jedzenia/picia jak jestesmy gdzies z rodzinka. Do tego ostatnio nie bylo hostki 4 dni, wiec pojechalismy z dziewczynka, hostem i jego znajomymi na kregle. Bylo super! Bardzo dobrze sie bawilam, a do tego prowadzilam samochod hosta, wielki ogromny jeep, bo host pil piwo na kreglach. Na poczatku rece mi sie trzesly kierujac ten wielki samochod, ale w drodze powrotnej juz nie bylo to takie stresujace. 


Jak juz mowa o host rodzince, to w ostatnia niedziele zabrali mnie na dyniowe pole i moglam wybrac swoja wlasna dynie, ktora bede przyozdabiac przed halloween! :D




 Ostatnimi czasy odwiedzilam tez miejsce, w ktorym sa prawdziwe slady dinozaurow! :D Ciezko uwiezyc, ze te zwierzeta istnialy kiedys na prawde...






I moze sie to wydawac dziwne, ale uwielbiam ta piosenke :]


There's a place for us,
Somewhere a place for us.
Peace and quiet and open air
Wait for us
Somewhere.

There's a time for us,
Someday a time for us,
Time together with time to spare,
Time to learn, time to care,

Someday
Somewhere
We'll find a new way of living,
We'll find a way of forgiving
Somewhere.

There's a place for us,
A time and a place for us.
Hold my hand and we're half way there.
Hold my hand and I'll take you there
Somehow,
Someday,

We'll find a new way of living
We'll find a way, of forgiving
Somewhere

There's a place for us,
Somewhere a place for us.
Peace and quiet and open air

Hold my hand and I'll take you there

Somehow
Someday
Somewhere